Współczesny Idol Bacona


 Dzień dobry wszystkim! 
Dzisiaj przychodzę do Was z drugim postem, w którym prezentuję swoją pracę zaliczeniową z filozofii. Podoba mi się, dlatego nie chcę, żeby się kisiła u mnie na dysku, a żeby ujrzała światło dzienne. Moja praca miała omówić cztery idole Francisa Bacona i w dodatku zaproponować własnego, współczesnego idola. 
Zapraszam! 

Tekst:

Kawiarnia Jama Michalika.
Kraków, zima 2018. 
Fragment spisu nagrania z rozmowy między Francisem Baconem – wybitnym angielskim filozofem z końca epoki Odrodzenia, a Aleksandrem Karnawalskim – współczesnym aktywistą na rzecz ochrony środowiska, którego zapiski zostały umieszczone w poniższym spisie.
K – Karnawalski 
B – Bacon 
 (...) 
K: Pozwolisz, że podam hasło, a ty będziesz musiał je rozwinąć, dobrze?

Bacon nerwowo bawi się jednym z pierścionków na jego dłoni. Ani razu nie spojrzał mi w oczy. 

B: Oczywiście. 
K: Zacznijmy zatem. Pierwszym hasłem jest idol plemienny. 

Natomiast ja przyglądam mu się z bezwstydliwą uwagą. 

B: Och… 

Czuję, że się waha., jednak czekam cierpliwie. Coś go trapi. 

B: Każdy człowiek boi się nowości, prawda? Zaniepokojenie sprawia, że jesteśmy drażliwi. To z kolei odbiera nam poczucie bezpieczeństwa, o które człowiek uporczywie walczy.
K: Właśnie to jest powodem złudnego patrzenia na rzeczywistość? 

Kiwa głową. 

B: Tak myślę. Nasz umysł lubi sobie upraszczać rzeczy. Musimy też pamiętać, że ludzkie zrozumienie jest jak krzywe zwierciadło, które, otrzymując promienie nieregularnie, zniekształca i zmienia kolor natury rzeczy przez wmieszanie w niej swojej natury. 
K: Chcę tutaj coś wtrącić. Opowiadałem ci wcześniej o katastrofie klimatycznej i o tym, z czym zmaga się i będzie się zmagać społeczeństwo. Jednak wciąż cała rzesza ludzi nie wierzy w badania naukowe. Uważają, że to kolejny “koniec ziemi”, który został wyssany z palca. 
B: Wszyscy chcą wierzyć w to, że ludzka rasa jest nieśmiertelna. 
K: Dokładnie! Żyjemy w przekonaniu, że świat istnieje tylko dla nas. A przecież ziemia poradzi sobie bez człowieka, natomiast człowiek bez ziemi nie istnieje.

Bacon skrzywił się na moje słowa, ale zanim odpowiedział, zatopił wargi w jaśminowej herbacie. Dał sobie dodatkowy czas, aby pozbierać myśli. 

B: Nie mogę się z tobą zgodzić. Jak można myśleć, że ziemia poradziłaby sobie bez człowieka? Gdyby usunąć ze świata człowieka, świat stałby się zupełnym bezładem, bez żadnego sensu i celu, nie zmierzającym ku niczemu. 
K: W takim razie do czego dąży człowiek? Do śmierci. A wyczekując na bezkresną pustkę czekającą na niego w drugim świecie, niszczymy ten pierwszy. Pełen zieleni. Tętniącego życia. Zabieramy możliwość spokojnego życia następnym pokoleniom. O ile w ogóle będą miały okazję pojawić się na świecie… 

Bacon wszedł mi w słowo. Był to akt, którego się nie spodziewałem, ale z drugiej strony – pocieszał mnie. Powoli zaczynał nabierać pewności siebie w tym, co mówił. Jakby uwolnił się od męczącej myśli.
 
B: Mój drogi (kolejna niespodzianka z jego strony – nie przypuszczałem, że zwróci się w ten sposób do mnie) zapytałeś do czego człowiek dąży. Ja wierzę w Boga, więc mój cel jest istotnie pokierowany wiarą, jednak tematu Boga nie będę poruszać, bowiem sprawa Boga nie należy do dziedziny, jaką jest filozofia, a zwyczajnie - do wiary. Nie zajmowałem się tym nigdy. 

Założył włosy za ucho i kontynuował, wpatrując się w swoją filiżankę herbaty. 

B: Łatwiej się w kłótnię nie wdawać, niż się z niej później wycofać, dlatego bardzo proszę o kolejne hasło. 

Nie dałem po sobie poznać, że byłem szalenie zaskoczony. 

K: Dobrze, więc przejdźmy do idola rynku. Czy mógłbyś powiedzieć coś na ten temat? B: Straszydło, które mówi o tym, że człowiek może patrzeć przez krzywe zwierciadło na świat przez źle, niejasno, manipulacyjnie podawane słowa. Takie działanie krępuje umysł. 
K: Propaganda? 
B: Na przykład. 
K: Publiczne głoszenie, że przecież powinniśmy się cieszyć ze wzrastających temperatur z roku na rok, bo w końcu będą palmy w Polsce? 

Westchnął. 

B: Pewnie też. 
K: Idol teatru?
 
Znowuż westchnął. 

B: Wiara w tradycyjne autorytety. Brak poszukiwania własnej prawdy, a jedynie podążanie za tym, co powszechnie się uważa. I właśnie – zwróć uwagę na “się”. Podążanie za tym, co “się” mówi, co “się” utarło, co “się” powinno robić. Ale któż kryje się pod słowem “się”? 

Tymi słowami wprawił mnie w nie lada zamyślenie. 
Pamiętam, że była to pora wieczorowa. Może dwie godziny do zamknięcia kawiarni. Kawiarni, która zdawała się być jedynie do naszej dyspozycji. Trudno było dopatrzyć cudzą głowę. Jedynie od czasu do czasu dało się usłyszeć głos jednego z kelnerów. Poza tym, w tle grał cicho amerykański jazz, a w powietrzu krążył aromat jaśminowej herbaty. Sielankowość pomieszczenia kontrastowała z szalejącym za oknem śniegiem. 
W tym wszystkim mój rozmówca stanowił obraz zadumania. I bynajmniej nie było to dumanie w rzeczach dobrych, które mogłyby rozweselić ducha. 

B: Tradycyjne autorytety… a przecież źródłem ludzkiego poznania są zmysły. Obserwowanie przyrody. Dotarcie do własnych przekonań i wizji. Myślałem, że-e… 

Głos mu się złamał. Zakrył usta jedwabną chusteczką. Jednak szybko doszedł do siebie. 

B: Następne hasło. 
K: Idol jaskini. 
B: Środowisko, w jakim się wychowujemy nas kształtuje. Zresztą, nie tylko środowisko, ale wychowanie, doświadczenia, to, jakie lektury poczytujemy. Wszystko ma na nas wpływ. Wszystko! Gdybym nie urodził się jako syn dostojnika dworu królewskiego, gdybym nie przebywał w areszcie, gdybym urodził się w innym wieku… nie byłbym tym, kim jestem teraz. 
K: A jednak tak łatwo jest nam osądzać drugą osobą. Kiedy kompletnie nie znamy jej historii...
B: …. środowiska, w którym się wychowała, doświadczeń, uznawanych wartości, tego, w jaki sposób odbiera świat. Można tak wymieniać w nieskończoność. 

Złożył chusteczkę w kwadrat i schował ją do kieszeni. Wtem dopiero na mnie spojrzał. Pierwszy raz odkąd się spotkaliśmy. 

B: Nic się nie zmieniło. 

Wypowiedział te słowa z goryczą. 

B: Kompletnie nic się nie zmieniło. Nawet, jeśli stare formy idoli stały się archaiczne, to współczesne społeczeństwo odtworzyło je w nowej postaci. Ile ludzi w XXI wieku musi się wyrzekać siebie na rzecz tradycji? Na ukrytego “się”, którego nikt nie potrafi zdefiniować? 
K: Propagandy we współczesnym świecie też nie brakuje… 
B: Właśnie! Otóż to! 

Z emocji niemal podskoczył. 

B: Zawiódł mnie współczesny świat. Chociaż to może z przeświadczenia, że z pokolenia na pokolenie jest przecież coraz lepiej, coraz nowocześniej i wygodniej. Niestety to również wydaje się złudne. Nadal króluje “się”, a straszydła rozwijają się w najlepsze. 
K: Czy przeświadczenie, że z pokolenia na pokolenie jest coraz lepiej nie można przypadkiem zaliczyć jako idola plemienia? W końcu myśl, że świat dąży jedynie w dobrym kierunku jest bezpieczną myślą, która upraszcza wszystko. Z drugiej zaś strony rozumiem, że daje wielką nadzieję. 

Bacon pokręcił głową z pełną rezygnacją

B: Nadzieja jest dobrym śniadaniem, lecz kiepską wieczerzą. 

Przez krótką chwilę siedzieliśmy w dyskusyjnej ciszy. 

B: Zatem, czy dostrzegasz we współczesnym świecie nowych idoli? Mnie trudno jest wymyślić takowego. Masz większe doświadczenie w tym, co się obecnie dzieje. 

Bacon posłał mi nieśmiały uśmiech, co było niepasującą słodyczą w gorzkiej rozmowie. 

K: Nie ukrywam, że przed naszym spotkaniem dużo nad tym myślałem. Pierwszy przyszedł mi do głowy nowatorski idol związany ze środowiskiem, jednak im dłużej zastanawiam się, tym głębiej dochodzę do wniosku, że ludzką niewiarę w zmiany klimatyczne można zaliczyć w idola plemienia. I co ciekawe – również w idola rynku. 
B: Idola rynku, mówisz? Z jakiej racji? 
K: Z łatwością można trafić na wiele artykułów czy ogólnie rzecz ujmując – głosów ludzi, którzy uważają, że katastrofa klimatyczna jest kolejnym czarnym scenariuszem w fantazji naukowców. I wyobrażam sobie, jaką wygodną jest wierzyć w to, że świat ma się w najlepsze, a nam jako ludzkości nic nie grozi niż wierzyć w to, że za kilkadziesiąt lat wyginiemy, jeśli nic nie zrobimy. To jest to, o czym wcześniej wspomniałeś. Ludzkość czuje się nieśmiertelna. A przecież natura, czy tego chcemy, czy nie, jest silniejsza od nas. 
B: Nie można przyrody zwyciężyć inaczej niż przez to, że się jej słucha. 
K: Dokładnie! A przyroda daje nam już wystarczająco dużo sygnałów, że coś jest nie tak… 

Bacon przechylił się w moją stronę z dozą ciekawości na twarzy. 

B: Czy… jest coś jeszcze oprócz podnoszących się temperatur? 
K: Niestety tak. To, że temperatury rosną z roku na rok to jedno, ale w związku z tym wody oceaniczne się podnoszą, przez co dochodzi do wielu groźnych powodzi jak na przykład na Florydzie czy w najbardziej zalewanym mieście świata, czyli Dżakarcie. Naukowcy twierdzą, że do 2050 roku Dżakarta zniknie pod oceanem. 
B: Straszne. 
K: Prawda? Poza tym, w niektórych regionach na świecie już zaczyna brakować wody jak w przypadku Afganistanu, a konkretniej mieszkańców obrzeży Kabulu. Ludzie zmuszeni są do wyprowadzek. Na tę chwilę skala problemu nie jest tak miażdżąca, jaka może się okazać za kilka lat. Niesamowite, że tak wiele uprzywilejowanych osób nadal nie dowierza w ten problem. Ale świat nie będzie czekać na ich wiarę. 
B: Rozum i zmysły muszą ze sobą współpracować. Tutaj tego nie wyczuwam. Ale dobrze, myślę, że z tego można stworzyć nowe straszydło. Jak nazwałbyś je nazwał? 

Musiałem się przez chwilę porządnie zastanowić. 

K: Może idol przywileju? Niedowierzanie w problem, dopóki on ciebie prawdziwie, osobiście nie dotknie. Dopiero kiedy doświadczysz danej rzeczy, zaczynasz w nią wierzyć. 
B: A nic nie czeka na twoją wiarę. 

Spojrzeliśmy na siebie ze smutkiem. Wokół nas zaczęli się krzątać kelnerzy. Sprzątali, a to oznaczało, że szykowali się do zamknięcia lokalu. My jednak zamarliśmy ze strapionymi wyrazami twarzy. 

K: Europejski idol. 
B: Idol przywileju… 

Kolejne długie sekundy wypełnione ciszą. Ostatnie krople herbaty. 

B: Naprawdę liczyłem na to, że rozmowa z tobą przyniesie mi pocieszenie, że zobaczę nowy świat z możliwościami dla wszystkich. W końcu minęło czterysta lat. 

Czterysta lat. Te słowa odbiły się echem w mojej głowie.
Żal mi się zrobiło siedzącego przede mną człowieka, który wstępując we współczesny świat gorzko się zawiódł. 
A ja musiałem przekazać złe wiadomości. Ale wierzę, szczerze wierzę jeszcze w to, że kiedyś będę mógł przyjść z dobrą nowiną. Wierzę w takie czasy. 
Mam nadzieję zjeść przy tym pyszną wieczerzę. 

Pożegnałem się z moim rozmówcą wychodząc na krakowskie ulice zatopione w śniegu.   

Źródła
– prezentacja z zajęć filozofii, 

Pieśń o Achillesie | Madeline Miller


Hyvää huomenta!
Dziś trochę o książce, która wyskoczyła mi na social mediach totalnie niespodziewanie. Nigdy wcześniej nie udało mi się usłyszeć o tym tytule, dopiero w połowie czerwca (kiedy "Pieśń o Achillesie" miała swoją premierę w serii butikowej wydawanej przez Albatros) pierwszy raz spotykałem się z tą lekturą. Co ciekawe, wcześniej historia Achillesa i Patroklosa została wydana pod innym tytułem "Achilles. W pułapce przeznaczenia" i z tego, co wiem, była białym krukiem. Natomiast nowe wydanie sprawiło, że booktube w Polsce oszalał na punkcie tworu Madeline Miller. 
Mnie momentalnie urzekła nie tylko oprawa graficzna, ale również sam pomysł na fabułę, o czym już opowiadam! 

Serialowy tag, ale z tajskimi dramami

Wstęp

Cześć wszystkim!
Dzisiaj mam coś innego i nieco luźniejszego. Wzięło mnie ostatnio przegląd tajskich dram, jakie obejrzałem, i z racji tego, że darzę je niemałą sympatią - poświęcę im osobny post na Pandzi.
Ale zanim przejdziemy do tagu, chcę przedstawić Wam moją historię z tajskimi dramami, bo wbrew pozorom; one dużo zapoczątkowały w moim życiu (tak, wiem jak to dziwacznie brzmi!). 

Niewidzialne życie Addie LaRue | V.E. Schwab


Wstęp

Cześć wszystkim!

Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją książki, która jest jedną z najgłośniejszych premier tego roku. W marcu okładka "Niewidzialnego życia Addie LaRure" wyskakiwała ze wszystkich stron i kątów. Co więcej! Cztery miesiące po premierze dzieło Schwab wciąż pojawia się permanentnie w social mediach. 

Dokument, który warto obejrzeć


Wstęp

Dzień dobry! 
Indonezja. Kolejny kraj do kolekcji "narodów, które chcę zgłębiać." Co prawda, to świeża miłostka, która dopiero zaczęła się we mnie tlić, ale uważam, że Indonezji należy poświęcić wiele postów z jednego prostego powodu: ludzie mało o niej wiedzą i pozwolę sobie tutaj zacytować Łukasza Bonczola, autora książki "Zrozumieć Indonezję. Nowy Ład generała Suharto": Indonezja należy do najważniejszych członków wspólnoty międzynarodowej. Tym bardziej zdumiewa stosunkowo nikłe – a w Polsce niemal żadne – zainteresowanie jej dziejami ze strony historyków.

Dama z Seulu



Dzień dobry! 

Wstęp

    Od czasu do czasu zdarza się taki film lub książka, które nie dają mi spokoju do momentu aż o nich nie napiszę. I jak już się pewnie domyślacie, jednym z takich dzieł jest właśnie "Dama z Seulu" w reżyserii Jang Jin. 

Musicie wiedzieć, że przeczytawszy krótki opis na stronie Pięciu Smaków, coś mną na tyle poruszyło, iż pomimo zmęczenia zajęciami i nauką udało mi się wraz z siostrą usiąść późnym wieczorem przed ekranem. W głowie mi piszczało z przerażenia; "to będzie za trudny emocjonalnie film dla Ciebie!!", ale z powodzeniem uciszałem te krzyki i cierpliwie czekając na seans, popijałem owocowa herbatkę. A wszystko to bez świadomości, że jednak moja głowa miała rację: "Dama z Seulu" wyrywała ze mnie każdą z emocji po kolei. 

Twórco, Twoje dzieło nigdy nie będzie idealne



PLATON

            Każdy z nas słyszał o jaskini Platona. Przypominamy sobie o cieniach czy ogniu wspominanych przez filozofa. Wiemy, że Platonowi chodziło o człowieka, który ogląda jedynie cienie idealnych tworów, a sam Świat idei – pełen harmonii – znajduje się poza jaskinią. Natomiast tam człowiek nie ma dostępu.

Te wiedźmy nie płoną | Isabel Sterling

Ciężko jest się pogodzić z tym, że ludzie, których kochaliśmy, idą dalej bez nas.                  



Hyvää huomenta! 

Wstęp


Nadal nie mam pewności, czy pisanie tej recenzji jest dobrym pomysłem. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. W każdym razie! "Te wiedźmy nie płoną" to iście popularny tytuł, który przewijał mi się non stop na instagramie, youtubie czy facebooku. Nigdy nie zwróciłem na niego większej uwagi z dwóch względów; oho, fantastyka, a ja raczej od niej stronię; natomiast po drugie, jak wiecie, nie miałem (czas przeszły jest ważny tutaj!) najlepszej relacji z młodzieżówkami. Ba! Każdą możliwą książkę w tym gatunku unikałem jak ognia. Cóż więc skłoniło mnie do chwycenia po dzieło Isabel Sterling? Kontrowersja. 

Laik vs. "Wszechświat w twojej dłoni"



Xin chào! 

W pierwszej klasie liceum miałam taki okres w swoim życiu, w którym fascynowała mnie astronomia. Trwało to góra miesiąc, ale jednak - pojawiły się podobne (kolejne zresztą) miłostki. I jak na taką zajawkę przystało; czytałam o Hawkingu, obejrzałam o nim film; wyszukiwałam wszelakiego rodzaju ogólnych informacji o naszej i sąsiedniej galaktyce, księżycu itp. Kupiłam sobie nawet książkę, którą de facto przeczytałam trzy lata później, ale mimo wszystko kupiłam. Siedziała na półce i za każdym razem, gdy na nią spojrzałam przypominała mi o chwilowej fascynacji astronomią. 

Co warto zaznaczyć, do "Wszechświat w twojej dłoni" miałam aż cztery albo i pięć podejść, ale za każdym razem mówiłam sobie "nie, to jest za trudne dla mnie" i odkładałam na kolejne miesiące. Napiszę więcej; osoby, które również znały tę lekturę powtarzały mi, że zaczęły czytać "Wszechświat...", ale zrezygnowało po kilku pierwszych stronach. Za trudne. I ostatnio znowuż podeszłam do niej z nadzieją, że może tym razem się uda (a wybrałam idealny termin; zaraz przed sesją) i o dziwo, udało się. Jestem po prawie czterystu stronach książki Galfarda. 

Okazało się nawet, że mam coś do powiedzenia na jej temat, stąd też ten wpis. 

Zacznę od informacji dla wszystkich tych, który zaczęli, ale zrezygnowali; dajcie szansę tej książce. Potem zrobi się dużo łatwiej i ciekawiej. Naprawdę. 



Moja opinia: Ta lektura ubogaciła mnie w taką wiedzę, że teraz gdy patrzę w górę, w niebo, w gwiazdy, księżyc; widzę coś całkowicie innego. Majestatycznego. Coś, co jest po pierwsze; dużo silniejsze od nas, coś, od czego to MY jesteśmy zależni, a nie coś od nas (jako od ludzkości), a w dodatku jeszcze nie odkryliśmy wszystkiego. Ha! Właściwie wiele przed nami. 

Galaktyka to skupisko około 300 miliardów gwiazd! 

Napiszę tak: kiedy przełamywałam się przez pierwsze strony, które wydawały mi się szalenie ciężkie, to im dalej w las nie tylko pojawiała się satysfakcja, fascynacja, wiara w siebie, ale również przerażenie. Ale przerażenie czym? Przecież właśnie wspomniałam, że nie ma się czego bać; tylko brnąć przez lekturę. Cóż, nie wynika to z niezrozumienia tekstu, a wręcz przeciwnie. Ze świadomości, o czym się właśnie czyta. Bo jak to tak? Jak to nasza galaktyka Droga Mleczna ma się ku sąsiedniej galaktyce Andromedzie i za cztery miliardy lat one się ze sobą połączą? Ale jak to za pięć miliardów lat słońce wybuchnie? No, jest gwiazdą, dlatego wybuch..ALE JAK TO? Dochodziło do tego, że musiałam odstawić na jakiś czas książkę, aby przemyśleć sprawę. Za wiele wrażeń jak na jedną sesję czytelniczą.

 Ludzkie oczy pozwalają dostrzec kilkaset gwiazd należących do naszej galaktyki, Drogi Mlecznej, oraz ledwie widoczne ślady kilku innych, pobliskich galaktyk. Trzeba jednak wiedzieć, gdzie tych ostatnich szukać!  

I ja wiem, teraz ktoś może pomyśleć, że jakim cudem o tym nie wiedziałam? Poważnie, nie miałam zielonego pojęcia. A ta książka niewątpliwie otworzyła mi oczy na wiele zagadnień. 

Uważam też, że jest świetnie napisana. Przez prawie trzysta stron byłam przekonana, że jest to tak sprytnie i intrygująco napisana lektura o trudnych do pojęcia sprawach, że z całą pewnością będę ją podrzucać znajomym. Autor swoją wiedzę z fizyki wsadził w opowieść i to w dodatku napisaną w narracji drugoosobowej (czyli zwracając się niejako do czytelnika). Genialny zabieg, aby dodatkowo utrzymać uwagę odbiorcy. 

Jeśli by wysłać wiadomość na gwiazdę znajdującej się w Andromedzie (nasza sąsiednia galaktyka), to dotarłaby ona za 2,5 miliona lat.  

Hej! To w takim razie brzmi jak książka idealna! I faktycznie; jak wspomniałam, przez trzysta stron byłam oszołomiona i zachwycona, ale potem - oj potem - przez ostatnich sto kartek zastanawiałam się, czy aby na pewno czytam jedną i tę samą książkę? Stała się monotonna, a przez to nudna. Coraz mniej mnie do niej ciągnęło, co więcej; pod koniec musiałam się zmuszać do czytania. I jak 3/4 przeczytałam w niecały dzień, tak reszta zajęła mi dobrych kilka dni. Pomyślałam, że może straciłam skupienie, więc wróciłam do stu ostatnich stron, ale cóż, było dokładnie tak samo jak za pierwszym razem. Nie wykluczam, że prawdopodobnie nie mam wystarczającej wiedzy, aby hm, ekscytować się tą 1/4 lektury. Jednak mam nadzieję, że rozumiecie moje rozczarowanie. Kiedy czytasz z zapartym tchem, a później próbujesz przebrnąć jakoś do epilogu. Straszny zawód. 

Słońce jest przedstawicielem drugiej albo trzeciej generacji gwiazd. 

Nie zmienia to faktu, że ta książka stała się dla mnie rewolucją w myśleniu. Zawsze, gdy myślałam o wszechświecie, zdawałam sobie sprawę z własnej małostkowości, a po tej lekturze weszło to na wyższy poziom. I ktoś może stwierdzić, że po co o tym myśleć? Jasne, każdy ma prawo do własnego podejścia. Natomiast ja uważam, że zdobywanie wiedzy o wszechświecie jest porządną lekcją pokory, którą każdy powinien nabyć. Chociaż wiem, jak trudne jest zdanie sobie sprawy z tego, że człowiek nie jest centrum wszystkiego. 

Czy polecam? Niewątpliwie tak. Nawet mimo tych męczarni na ostatnich stronach. Myślę, że warto chwycić po tę pozycję, chociażby po to, aby dowiedzieć się, gdzie tak właściwie mieszkamy, a może kim jesteśmy wobec całości, jakie zajmujemy miejsce? W moim przypadku dobry nastrój był obowiązkowy, bo gdybym nie czuła się najlepiej, to obawiam się, że lektura mogłaby mnie dodatkowo przybić. Jak się okazuje, jestem wrażliwa na takie informacje. Jakkolwiek to brzmi. I nie chodzi mi tylko o te negatywne emocje, ale łatwo popadałam podczas lektury w zachwyt. Ogromny zachwyt. Niesamowite zdać sobie sprawę z tego, że jest się częścią (właściwie ziarenkiem) czegoś niezwykłego jak wszechświat. Polecam także robić sobie notatki podczas czytania!

"Wszechświat w twojej dłoni" na pewno jest dla mnie drogą do kolejnych książek o kosmosie.

Droga Mleczna należy do malutkiej grupy 54 galaktyk (są związane grawitacyjnie). Naukowcy nazwali tę grupę "Grupą Lokalną". Największą z nich jest Andromeda, a na drugim miejscu znajduje się Droga Mleczna. 

Niezwykłość nie kończy się na tej książce! Kiedy piszę post, który właśnie czytasz, kanał Everyday Hero (uwielbiam!) dodał odcinek pt.: "Jak wszechświat uczy pokory?". Zachęcam do obejrzenia! 



Ciekawostka na koniec. Autor książki "Wszechświat w twojej dłoni" Christophe Galfard był uczniem Stephena Hawkinga. Na powyższym zdjęciu możecie zobaczyć ich razem. Źródło zdjęcia: Oficjalna strona Dr Christophe'a Galfarda: about me.

Trzymajcie się ciepło i zdrowo, 

Panda Fińsko-Chińska